Czerwcowe wydanie miesięcznika „Dzikie Życie”.
Może zacznę od twojego pytania, ze wstępu do książki „Mała historia znikania. Opowieść o Rzece”. Kim jest rzeka dla Ciebie i dlaczego „kim”, a nie „czym”?
Daniel Petryczkiewicz: Wydaje mi się, że bardzo dobrze, że to pytanie pada zaraz na początku. To ustawia całą narrację, że mówimy o kimś żyjącym, o kimś kto czuje, kto daje życie. Ustawiamy to wszystko podmiotowo od pierwszych słów. Ten początek z pytaniami, to była bardzo ciekawa, odkrywcza i formująca mnie pisarsko praca z redaktorką, Eweliną Szyszkowską. Jeszcze zanim zacząłem pisać, zapisałem sobie kilka pytań z gatunku ważkich, z którymi przez lata się zmagałem. Sam początek książki był najpierw inny, ale kiedy Ewelina zobaczyła te pytania, zasugerowała, że to może być dobre otwarcie aby za tymi pytaniami iść. Z premedytacją zacząłem od pytania „Czym jest rzeka?”, bo tak myślimy stereotypowo, ale skończyłem na „Kim…?”. Pisanie jest dla mnie sposobem tłumaczenia sobie świata. Chciałem się dowiedzieć, kim Rzeka jest dla mnie.
Fizycznie pisałem „Małą” rok. Wierzę jednak, że stawianie liter na klawiaturze to ostateczny efekt tego wszystkiego, co działo się dużo wcześniej. I w tym sensie pisałem ją sześć lat. I z całą mocą cieszę się z tego, że nie napisałem jej wcześniej, bo nie wiem, czy bym potrafił sobie odpowiedzieć na kluczowe pytanie. Jak widzisz, nawet teraz celowo kluczę i meandruję, nie dając jednoznacznej odpowiedzi, bo to właśnie jej szukając zapisałem 400 stron książki. Zapraszam Was do tej podróży.




