…nie rozwiązuje żadnych spraw. Problem w tym chyba, że po ludzku mamy wobec takich „czynności” masę oczekiwań. Że dadzą nam spokój, że uzdrowią, że zregenerują, oświecą i jakieś jeszcze inne.
Niedawno zorientowałem się w połowie drogi, że nie wziąłem butów. Birkeny zostały gdzieś po drodze, gdzie przyklęknąłem aby coś obejrzeć. Pomyślałem, że przecież nikt nie zabierze starych butów. Idę jedną ścieżką, to się odnajdą.
Chodzenie boso to dla mnie metafora życia. Boso to uważnie, z czuciem, poszanowaniem granic własnych i Innego. Dobre rzeczy i sprawy wynikają z tego ale niekoniecznie jako prosty ciąg przyczynowo-skutkowy.
Można spróbować, zobaczyć co nam to robi. Z doświadczenia mogę tylko uprzedzić, że potrzeba na to czasu. Czasem sporo. Może dlatego jesteśmy tacy wiecznie sfrustrowani i zagonieni. Bo oczekujemy „na już”. W kiedy się nie dzieje, gonimy za kolejną pozorną nowością, która ma spełnić nasze oczekiwania. Więc nie mamy czasu i jesteśmy sfrustrowani. To nie koło życia.




