Dobrze, że to się zmieniło. Wspaniale, że symbolem tego procesu w jakiś sposób zostaje zapomniana do niedawna, niewielka rzeczka na Mazowszu i jej Dolina. Miejsce które pokochałem i o które od lat walczę. Miejsce które zostało bohaterką opowieści zebranej w książce Mała historia znikania. I tylko jedno uwiera mnie jak kolec dzikiej róży – pytanie, jak bardzo się spóźniliśmy….
Nie będę opisywał Wam tutaj całej – dość skomplikowanej historii. Odsyłam do książki oraz do dzisiejszego tekstu. Podzielę się za to moją refleksją na ten temat.



Moje uczucia są dziś ambiwalentne. Z jednej strony cieszę się, że Dolina zyskuje trwalsza ochronę. Z drugiej strony widzę w tym oportunizm – wszak ta ochrona obowiązuje tu od końca 2024 roku. Dużo szybsze niż procesy centralne okazały się te lokalne – to gmina Piaseczno zdecydowała się nie tylko zainwestować w badania tego terenu ale też wziąć na siebie jego ochronę poprzez użytek ekologiczny Rzeka Mała. Być może można byłoby w takim razie powołać na rezerwat inny teren Lasów Chojnowskich? Albo powołać Lasy Społeczne i ograniczyć znacząco wycinkę na naszym terenie? Niestety, dość oczywiste jest to, że intencje Lasów Państwowych nie obejmują ochrony Przyrody. Gdyby LP nie zostały przyparte do muru – nie powstałby ani użytek ani rezerwat. Za to akurat chwała gminie Piaseczno i Ministerstwu. W nadleśnictwie Chojnów rządzą ci sami panowie, którzy opóźniali powołanie ochrony w tym miejscu przez dekadę a w lutym 2025 zdewastowali ostentacyjnie już powołany wtedy użytek ekologiczny.
Moje uczucia dziś – między euforią a smutkiem – wynikają też z tego, że owszem, zaczęliśmy chronić teren Doliny ale wody to do niej nie wróci. Nie słyszę o planach zasypania rowów które przecinają cały ten teren. Trzeci rok z rzędu rzeka nie płynie – podobnie zresztą jak inne małe rzeki na Mazowszu. To efekt odludzkcih zmian klimatu ale też tragiczny skutek presji deweloperskiej i zabudowy okolicy. Przyroda nie funkcjonuje w akwarium, w oderwaniu od reszty świata. Jej ochrona nie może się ograniczać do skrawka ale musi obejmować szerszy kontekst.
Dzisiejsza uroczystość powołania rezerwatu w Dolinie Małej jest dla mnie przede wszystkim wielkim memento. Pokazuje jak bardzo jest za późno. Choć być może, są miejsca, dla których jeszcze nie jest – i właśnie tam powinniśmy skierować maksimum wysiłku i szybkość działań. Myślę na przykład o ekspresowym przyjęciu strategii wodno-błotnej, która ma szansę kompleksowo zaadresować temat osuszania takich miejsc jak Dolina Rzeki Małej. Dwusetny rezerwat w ciągu trzech lat. Dobrze, że jest. Ale od pytania jak bardzo za późno – nie uciekniemy.




