Historia Rzeki

To będzie smutna historia. Tu gdzie mieszkam płynęła kiedyś szeroko rozlewająca się rzeka. Kiedy odchodził lodowiec tworzyła jezioro. Potem cofnęła się do uformowanego przez siebie dzikiego koryta. Wciąż płynęła szeroko. W czasach ludzkich trudno było na niej postawić most bo była nieprzewidywalna i przypominała sobie czasem o swoich jeziornych korzeniach.

Już w nowożytnych czasach, miejsce w którym mieszkam było gospodarstwem, z którego czerpano rozmaite pożytki. Z rzeką postanowiono się dogadać, tworząc niewielki jaz, a nadmiar wody rozlać w dolinie w formie stawów. Dzięki temu, kiedy wylewała, nie wchodziła w drogę człowiekowi. A człowiek nadmiernie jej. Człowiek współpracował z Ziemią i rzeką.

Kiedy przyszedł czas parcelacji gruntów, po wojnie, podzielono Ziemię. Stopniowo zlikwidowano stawy. Z jazu został tylko próg rzeczny. Na terenie hodowano warzywa, później kwiaty w szklarniach. Wciąż Ziemia pracowała z człowiekiem a człowiek z nią.

Szklarnie podupadły. Teren zdziczał, zarósł. Wciąż w okolicy były stare domy, choć zaczęły wyrastać też te wielorodzinne. Zatopione w zieleni. Społeczność okolicy wciąż żyła. Z Ziemią i rzeką.

Później zdziczałe zakole rzeki wykarczowano. Podzielono na kilka działek. Na nich stanęły domy wielkości hoteli. Monokulturowe pustynie koszą roboty. Alejki zalewa całonocne światło, które nie oświetla drogi nikomu. Oczy kamer kontrolują czy na posesję nie wchodzi dzik albo złodziej. Zaprogramowane systemy podlewania wylewają przez całą noc hektolitry wody pitnej na wypielęgnowane trawniczki. Co prawda w innych budynkach w okolicy brakuje już wody w kranach, bo z powodu postępującej suszy, w wyniku odludzkich zmian klimat, jej zasoby nie wystarczają do obsłużenia ludzkich potrzeb i ludzkich zachcianek.

To domy-upiory. Nie martwe i nie żywe. W tych rezydencjach nikt nie mieszka. Cześć wystawiona jest na sprzedaż przez właścicieli, którzy poudawali, że w nich pomieszkują. Dawno, dawno nikogo tam nie widzieliśmy. Nie-miejsca, utrzymywane przy sztucznym życiu, przez życiodajne, wspólne zasoby, których brakuje.

System, który pozwala na taką patologię musi upaść.

Czytaj więcej