Rytm tej rozmowie nadawały kukułki, które właśnie przyleciały i rozpoczęły gody. Siedzieliśmy na spróchniałej olszy i gadaliśmy o tym, jak dzięki schylaniu się po śmieci, dać się wciągnąć Przyrodzie na całego. Zawsze chciałem przepytać Mikołaja na okoliczność sensu sprzątania Lasu, co budzi we mnie ambiwalentne uczucia (dlaczego, o tym w Słuchowisku). Kiedy jednak z opowieści o zbieraniu śmieci, wyłoniła się miłość do lokalności, budowanie społeczności i wreszcie zachwyt Przyrodą – zrozumiałem, że każdy ma swoją ścieżkę. A ta Mikołaja, prowadziła przez kolejne worki śmieci, których chce finalnie zebrać 1.000. I chwała mu za to, bo ten „jego” skrawek Lasu, jest zachwycająco niezaśmiecony, co w lasach podmiejskich jest (wstyd!) rzadkością.
Zaś kiedy w końcu stanąłem na powalonym dębie, z którego można było zajrzeć w torfowiska doliny Cybinii – odpadłem. Ale to już jest temat na inną opowieść.
Chodźcie, przysiądźcie się, mamy miejsce na kłodzie dla każdego, kto chce opowieści o klękaniu w służbie Przyrody posłuchać.



