Mała historia znikania

Ta opowieść powstawała sześć lat. Każdego dnia przychodzenia do Rozlewiska. Wtedy kiedy jeszcze było pełne wody, kiedy znikało, kiedy było skute lodem i kiedy tajało. Kiedy rozjechała je koparka, i kiedy dziczało. Kiedy były bobry i kiedy odeszły albo je zabito.

Każdego dnia przychodzenia do Rozlewiska. Wtedy kiedy jeszcze było pełne wody, kiedy znikało, kiedy było skute lodem i kiedy tajało. Kiedy rozjechała je koparka, i kiedy dziczało. Kiedy były bobry i kiedy odeszły albo je zabito.

Mimo robienia w słowie, nie jest mi dziś łatwo opisać uczuć, które napływają do mojego ciała, kiedy wreszcie biorę ją do rąk. Myślę o tym, jak bardzo jestem wdzięczny Drzewom, które dały siebie aby wyprodukować papier na którym jest wydrukowana. Wdzięczny Ziemi za kolory tuszu na okładce. Wdzięczny Wodzie, bo zużyliśmy jej całe hektolitry aby ją wydrukować. Wierzę, że miało to sens. Że jest różnica, między wjeżdżaniem do lasu quadem a wchodzeniem boso. Bo nie da się żyć, nie zużywając. Pytanie tylko, w jakim zrobimy to stylu i w jakiej intencji.

Codziennie znikają skrawki dzikości: pojedyncze drzewa, skwery, zdziczałe trawniki, rozlewiska, mokradła, źródliska, łąki, spontaniczne zadrzewienia, zakrzaczenia, torfowiska, bagna. Czasem całe krajobrazy. Znikają najczęściej w ciszy, ponieważ formalnie w ich miejscu “nic nie ma”. Zwykle są to “tylko” refugia dla ptaków, ssaków, gadów, roślin i grzybów, które nie mają już gdzie pójść.

Znikają, ponieważ stają na drodze tak zwanego postępu.

Znikają, ponieważ nie pasują do równoległych i prostopadłych linii ludzkiej geometrii i sterylnego środowiska homo sapiens. Środowiska, które ma status priorytetowy. Środowiska człowieka.

Kiedy myślę o potrzebie zmiany tego stanu, to mówię o rewolucji, która musi się zadziać w ludzkich umysłach – o ile chcemy ocalić życie Ziemi razem z nami samymi. Mówię o przekroczeniu „antropocentrycznego uwielbienia” i przemianie. Mówię za Johnem Seedem, o odkryciu, że „jestem częścią lasu i chroniąc las, chronię samego siebie”. Mówię za Aldo Leopoldem, o odrzuceniu tysięcy lat urojonego odzielenia człowieka od przyrody i rozpoczęcia myślenia jak góra. Mówię za Joanną Macy o świadomym zejściu ze szczytu kartezjańskiej piramidy i powrocie do kręgu życia Gai.

Podobnie jak każda i każdy z Was jestem obezwładniony ogromem hiperkryzysów, wojen, dominacji technologii i coraz większego zaplątania w coraz szybciej komplikującym się świecie. Pomimo czarnej godziny w coraz bardziej gorącym, słonecznym, bezdeszczowym dniu, chcę jednak wierzyć, że jeszcze nie wszystko pozamiatane. Choć dla wielu spraw nie będzie szczęśliwego zakończenia.

Dlatego postanowiłem nie mówić o sprawach wielkich, które nas przerastają. Wybrałem te małe.

Mam świadomość, że nie zdołamy ich wszystkich i na raz ocalić. Myślę jednak o tym, że nawet jeśli damy im dodatkowy czas do życia albo godne odchodzenie – to bardzo dużo.
I wiele to mówi o nas samych.
To dla nich jest ta opowieść.
Dla skrawków.
Dzikości.

Czytaj więcej